Plan był prosty: załadować ślad ubiegłorocznego maratonu Mazovia MTB w Józefowie i pojechać na objazd trasy, żeby było wiadomo, co mnie czeka na wyścigu. Załadowałem mapę UMP-pcPL + nakładkę “szlaki”, dograłem za pomocą MapSource’a odpowiedni ślad i w drogę. Początek był rewelacyjny, Edge piknął i napisał, że jestem na starcie, jak tylko znalazłem się na początku tracka, potem elegancko pikał i wypisywał chwilę przed zakrętem, w jaką ulicę i w którą stronę mam skręcić. Po wjeździe w teren było już gorzej, głównie dlatego, że w pobliżu śladu jest pełno różnych ścieżek biegnących w tym samym lub podobnym kierunku. Tym niemniej udało mi się jakoś wykaraskać, zauważyłem też, że najlepiej się jedzie, mając skalę mapy ustawioną na 30 metrów. Po jakichś 20 km przykra niespodzianka – urządzenie się wyłączyło. Fakt, nie naładowałem porządnie baterii, no ale jakaś 1/4 jeszcze była, powinno więc wszystko być OK. Na szczęście po włączeniu odbiornik sam wrócił do stanu sprzed resetu, nie musiałem na nowo wybierać trasy, również wszystkie dane były zgodne z prawdą (na przykład przejechany dystans). Kolejny problem, jaki zauważyłem, jest taki, że patrząc tylko na mapę, nie wiadomo, czy jedzie się w dobrą stronę . Trasa, którą jechałem, miała to do siebie, że pewne jej odcinki biegną w tym samym miejscu, ale w przeciwne strony. W takiej sytuacji ratuje nas „ekran kompasu” (ten z wielką czerwoną strzałką) – pokazuje kierunek, w którym aktualnie powinno się jechać. Jeżeli strzałka jest „od siebie”, to jedziemy w dobrą stronę, jeśli zaś odwrotnie, to trzeba zawrócić :). Oczywiście w lesie nie jest już tak dobrze, jak na drogach; GPS informuje o niektórych zmianach kierunku, jednak nie o wszystkich. Mimo to mapa ustawiona na 30 metrów jest jednoznaczna i zboczenie ze śladu o 10 metrów jest od razu wykrywane.
Tyle wrażeń z samej jazdy. Po powrocie do domu podłączyłem odbiornik do komputera i chciałem pociągnąć dane z jazdy do programu Training Center. Niemiłe zaskoczenie, jazdę widziałem w historii urządzenia, jednak próba pobrania danych do Training Center skończyła sie niepowodzeniem. Rzut oka na system plików mojego Garmina i wiedziałem, że w katalogu Garmin/history pilk tcx jest. Jak pisałem wcześniej, Edge 705 zapisuje dane w plikach xml (tylko mają inne rozszerzenie, w tym wypadku tcx), powala to wziąć taki plik, zmienić rozszerzenie na xml i odpalić go w przeglądarce internetowej (na przykład Firefox 3.0). Okazało się, że plik jest popsuty i nie można go sparsować. Z tego względu nie pozostało mi nic innego, jak plik ręcznie wyedytować i naprawić. Naprawiony plik można już było zaimportować do programu TC. Uszkodzenie pliku tcx z danymi z treningu było oczywiście spowodowane przez samoczynne wyłączenie się urządzenia na trasie, co uniemożliwiło pociągnięcie danych bezpośrednio do TC. Jak naprawić plik tcx, napiszę w kolejnym wpisie – nie jest to szczególnie trudne, ale bywa uciążliwe.
Reasumując pierwsze wrażenia:
Zalety:
- objechałem trasę bez większych kłopotów i wróciłem do domu, jadąc w tej okolicy pierwszy raz,
- ani razu nie zgubiłem w lesie sygnału,
- zaskoczyła mnie dokładność wskazań – wystarczy pojechać 10 metrów w złym kierunku i wiadomo, że popełniło się błąd przy wyborze ścieżki,
- można faktycznie w miarę sprawnie nawigować bez zatrzymywania się i zastanawiania co dalej, wystarczy rzut oka na ekran mapy,
- w słoneczny dzień nie trzeba nawet włączać podświetlenia ekranu, wszystko widać bardzo dobrze.
Wady
- urządzenie się samo wyłącza po 1do 3 godzin jazdy, badam obecnie ten problem i mogę tylko powiedzieć, że update firmware do wersji 2.4 nie rozwiązuje sprawy,
- samoczynne wyłączanie skutkuje popsutymi plikami *tcx w pamięci urządzenia, trzeba je naprawiać ręcznie,
- trzeba nacisnąć przycisk „start”, żeby Edge zaczął zapisywać ślad,
- mój Edge 705 bardzo długo wczytywał przygotowany track i mapę (dlaczego, o tym w następnym poście),
- okazało się, że trasa, którą przejechałem, nie odpowiadała trasie, która była w śladzie! Dlaczego tak było i czego nie należy robić, importując mapę do jazdy po tracku? O tym już jutro :)