Dziś tekst całkiem nie gps ale za to 100% bike. Chciałbym się dziś podzielić ze wszystkimi moimi przemyśleniami dotyczącymi rowerów dla małych bombli w wieku 3-6 lat.
Jak każdy ojciec dziecka w tym wieku stanąłem jakiś czas temu przed problemem nauczenia swojego synka jazdy na jednośladzie. Zanim to jednak nastąpiło trzeba było wybrać rower. Przyznaję że w wypadku pierwszego rowerku nie czyniłem jakiś specjalnych przeglądów rynku i razem z dziadkiem kupiliśmy to co akurat stało w sklepie. A był to rower Unibike Viking. Na 1 rzut oka rower wygląda spoko ale jako sprzęt do nauki jazdy wyrośniętego 3,5 latka miał pewne dość istotne wady. Pierwsza z nich to waga, rower w wersji przez nas kupionej waży porywające 10,6 kg a wersji na rok 2010 dostał jeszcze przedni hamulec i waga jego wynosi okrągłe 11 kg. Stanowi to jakieś 70% masy młodego kolarza, co nie ułatwia pierwszych kroków na rowerze. Rower posiada też stosunkowo twarde przełożenie, przez co mojemu synkowi w wieku 3,5 roku ciężko go było rozpędzić od 0 bez pomocy popychacza, potem już jakoś dawał radę. Oczywiście wady te powoli znikają gdy zawodnik podrośnie, a twardsze przełożenie z czasem staje się zaletą bo można szybciej jechać od kolegów z podwórka (o ile ma się dość siły.) W wieku 4,5 roku zawodnik z wagą roweru ponad 10kg radzi sobie dobrze. Na 2 kołach nauczył się jeździć mając 4 lata. Gdyby rower był lżejszy i miał lżejsze przełożenie można by to zrobić o wiele wcześniej.
Gdzie tu tuning, ano o tym będzie mowa teraz. Krok 2 w karierze kolarskiej mojego syna to rower 20 calowy. Mając na uwadze wady poprzedniego rowerku zacząłem robić przegląd rynku i wyszło mi że znaleźć rower który 20 calowy dla dziecka który nie jest przesadnie ciężki wcale nie jest łatwo. Ze znanych marek tylko Spezial i Scott mają w ofercie rowery które nie ważą więcej niż 11 kg. Poza tym ciężko o tym się przekonać bo mało kto podaje wagę rowerów dziecięcych w ofercie, widocznie ze strachu żeby klientów nie przerazić tym że 20 calowy rower dziecka waży więcej niż full taty.
Stwierdziłem że w takim razie trzeba sprawy wziąć we własne ręce, wybór mój padł ma rower Merida Dakar 620, bo jest śliczny, tak samo wyposażony jak markowa konkurencja no i był najtańszy: całe 780 zł. Rowey Scott’a czy też Specjale kosztują koło 1000 zł.
Merida to zupełnie inna klasa niż Unibike Viking, rower ma aluminiową ramę ale co najważniejsze wszystkie technologie w nim zastosowane są tak naprawdę pomniejszoną wersją rozwiązań z rowerów dorosłych. Mamy tu widelec 1 1/8 ze sterami a-head a nie wspornik z „duszą”, wspornik siodła 27,2mm aluminiowy a nie stalową rurę. Rower w wersji seryjnej wygląda tak (w tle zawodnik):

Oczywiście rower ma też swoje wady, które być może dla 6-7 latka nie miały by znacznie, tym niemniej dla 5 latka są bardzo istotne.
Po pierwsze stalowe z zębami pedały, to była pierwsza rzecz do zmiany. Pedały plastikowe dziecięce na normalny gwint na allegro 15 zł, ale rodzice przynajmniej nie muszą oglądać podziurawionej tymi zębami łydki swojej pociechy.
Po drugie rower jest ciężki waży seryjnie 12,5 kg i mimo że 5 latek jeździ na nim całkiem sprawnie to z powodu wagi ma problem z manewrowaniem rowerem w czasie kiedy na nim nie jedzie. Nie mówiąc już o podniesieniu go z ziemi. I w tym momencie można zacząć prawdziwy tunning.
Pierwsza rzecz jaką zrobiłem to zdjęcie jednej z opon oraz demontaż amortyzowanego widelca. Zgodnie z moimi podejrzeniami 1 opona waży prawie 900g. To bardzo dużo nawet jak na standardy dorosłych rowerów MTB. Drugi podejrzany o zawyżanie masy całości był widelec, który jest tak twardy że dziecko nie jest w stanie go ugiąć, poza tym waży 1,9 kg mimo że nie wygląda żeby był cały ze stali. Wniosek jest taki że zmiana opon i widelca powinna dać zysk ok 2 kg dzięki czemu rower będzie ważył tyle co stary Viking i wtedy nie powinien sprawiać kłopotów pięciolatkowi.
Z oponami poszło łatwo. Schwalbe Mow Joe Light załatwia sprawę, waży 330 g. o za 140 zł mamy -1 kg z masy całości. Mój syn jeszcze nie jest na etapie robienia wiraży na betonie dlatego na początek nie ma co się obawiać o trwałość opony tylnej :).
Druga sprawa to widelec. Sztywny czarny widelec najlepiej z aluminium do 20 calowego koła to jest rzecz nie do kupienia na rynku od ręki chyba że do bmx i za 300 – 400 zł. A to nas nie interesuję, tym bardziej że widelec musi mieć piwoty do hamulców a do tego musi być tak samo długi jak amortyzator który ma zastąpić, po to żeby nie zmienić geometrii roweru i żeby zawodnik nie zaczął ocierać pedałami o ziemie. Wniosek jest jeden trzeba taki widelec specjalnie zrobić.
Ja znam tylko jedną osobę i firmę, która może poradzić w takiej nietypowej sytuacji. To firma Bogdana Kondeja Bio-Bike, z którą to znamy się już od wielu lat.
Pomierzyłem więc dokładnie amortyzator wysłałem wymiary do Bio Bike i po tygodniu dostałem widelec, który dokładnie spełnia założenia i jest o ponad 1 kg lżejszy od tego pseudo amortyzatora. Cena 120 zł wraz z przesyłką. Na koniec ważenie i okazuje się że rower waży teraz dokładnie 10 kg, czyli mniej niż 16 calowy Viking. Zawodnik już nie ma kłopotów z manewrowaniem i można założyć że jeśli się przewróci to sam rower będzie umiał podnieść z ziemi.
Rower wygląda tak:
Kilka uwag na koniec. Można oczywiście pójść dalej. Mój syn jakoś jeszcze nie jest przekonany do zmiany biegów. Jazda rowerem na tyle go absorbuje że zmiana biegu jest jeszcze czymś co go dodatkowo rozprasza, myślę że dojrzeje jeszcze do tego żeby docenić przerzutkę, jednak na razie wystarczy mu 1 bieg, którego i tak cały czas używa. Dlatego za dodatkowe 150 zł można by z tego roweru zrobić singla. Wystarczy zmienić tylną piastę na najtańszą propozycję Shimano na kasetę np Altus bo rower ma teraz nakręcany wolnobieg, założyć reduktor na single speed oraz z powodu pionowych haków ramy dodać napinacz Alfine i zębatkę ze starej kasety od Deore która leży w mojej szufladzie i mamy kolejne ponad 0,5 kg lżejszy rower. Ale… myślę że jak na razie koszty osiągnęły maksymalny pułap i chyba lepiej będzie poczekać aż zawodnik dorośnie do przerzutki. Myślę też że w końcu presja środowiska (a ja mam resory a ty nie) spowoduje że mój syn zechce wrócić do amortyzatora, wtedy będę musiał sprawić że będzie on robił wrażenie że działa, prawdopodobnie można by to osiągnąć wyjmując z jednej goleni sprężynę ale na razie nie będę się tym zajmował.
Wniosek ostateczny jest taki że w dzisiejszych czasach producenci rowerów robiąc z dziecięcych rowerów repliki rowerów dorosłych robią to kosztem wagi. Dodawanie do 20 calowego rowerka dla dzieci amortyzatora który tylko wygląda jak amortyzator i grubych drutowych opon o wadze prawie 1kg jedna daje wizualny efekt ale zabija funkcjonalność, a to i tak nie jest jeszcze wszystko bo są 20 calowe rowerki z przednią przerzutką co już w ogóle mija się z celem. Myślę że mój 20 calowy rower Uniwersal zrobiony z czystej stali nie był wcale cięższy od dzisiejszych rowerów dla dzieci a podejżewam że mógł być nawete lżejszy.
